-Siedem... Osiemnaście... Dwadzieścia trzy... Pięćdziesiąt! Szukam!
Pewnie jest w salonie.
-Straż pożarna twierdzi, że pożar bloku mieszkalnego przy piątej alei został spowodowany wyciekiem gazu.- ta pani z telewizji znowu o tym mówi.
Mama obraziłaby się na nią i powiedziała :"Nie wolno roztrząsać starych spraw."
Mama miała blond włosy. Była mądra i nosiła białe sukienki.
Przynajmniej tak mi mówił tata.
Zza zasłony wystają jego buty. Głupol, zapomniał zdjąć butów.
Muszę cichutko do niego podejść. Ostatnim razem gdy bawiliśmy się w chowanego przestraszył mnie. I pogilgotał, tak mocno, że bolał mnie brzuch. I płakałem ze śmiechu. Teraz ja go przestraszę i to jego będzie bolał brzuch. Muszę podejść cicho.
-Mam cię! Teraz ty...- nie ma tu taty. Są tylko jego buty. Przynajmniej pani Thompson nie będzie zła.
I nie będzie narzekać, że tata jest dorosły, a zachowuje się jak ja.
Tata może się chować w swoim gabinecie! Na pewno tam jest!
Mała wskazówka na zegarze jest na sześć, a duża pomiędzy trzy, a cztery. Czyli jest szósta coś. Tata o szóstej coś zawsze pisze jakieś dziwne cyfry na tablicy w swoim gabinecie. Albo zakrzywione litery.
Pewnie poszedł tam z przyzwyczajenia.
Muszę wejść po schodach. Pomału. Jak pani Thompson. Pomału i cicho. Jak pani Thompson, tylko nie mogę stękać. Przestraszę go i to tatę będzie bolał brzuch.
Coś pisnęło mi pod nogami. To coś jest gumowe.
-Kaczko musisz być cicho. Przepraszam, ale ciii.
Taty gabinet jest duuży. Taki jak kuchnia. I ma duuże drzwi. Zawsze do nich pukam, ale tata ma się przestraszyć. Ostrożnie je otwieram.
-Mam cię! Mam cię ta...to. Tato. Tato!- nie ma tu taty. Za biurkiem siedzi dziwna pani. Brzydka, dziwna pani.
Przypomina mi tych dziwnych ludzi z filmu o tym chłopcu w okularach i z blizną na czole. Z tego co zawsze ogląda u nas Stephan.
Nigdy nie krzyczę. Tata i pani Thompson wtedy się denerwują i mówią: "Ciii, nic się nie stało". Ale ta brzydka pani musiała wybić szybę. I była straszna.
-TATO!- dziwna pani ma ręce w dżemie. I otwiera nimi wszystkie półki. Pani Thompson będzie zła. Mama pewnie też byłaby zła.
Nie lubię jak ktoś mnie podnosi. Czyjeś ręce to zrobiły. Są silne. To są ręce taty. Dziwna pani zaczęła syczeć. Tata zrobił krok do tylu.
Nagle pani skacze z biurka. Tata szybko zdejmuje płaszcz z wieszaka obok drzwi.
Gdy się zbiega po schodach, to się dziwnie podskakuje. Trochę jak na trampolinie.
-On jest mój! Mój!- ta dziwna pani potrafi mówić. Mówi tak samo brzydko jak wygląda. Strasznie skrzypi. Pokazała palcem na mnie.
-Proszę pani nie wolno pokazywać palcem. To bardzo...- chciałem powiedzieć brzydko, ale tata wsadza mnie do samochodu. Kiedyś mi mówił, że w samochodzie nie wolno rozmawiać, bo się rozprasza kierowcę.
Mój tata bardzo szybko jedzie. Brzydka pani chciała skoczyć na mój samochód, ale jest za wolna. Tata jedzie tak szybko, że trzęsę się jakbym znowu biegł po schodach.
Drzewa są teraz zielonymi plamami. Kiedyś takie widziałem. W filmie o szybkich samochodach i wyścigach.
Tata mnie nie zapiął. Muszę to zrobić sam. Trzeba to i to nałożyć na ręce. I teraz trzeba te dwa kawałki razem wsadzić do mojej kierownicy.
Nagle samochód jedzie wolniej. Teraz już widać normalnie. Szkoda, mogłem poudawać, że jestem kierowcą.
-Cal. Synku do licha odezwij się... Powiedz, coś ci się stało?- tata chyba jest zły.
-Tato nie bądź na mnie zły. Ja niechcący krzyknąłem.
-Nie jestem zły. Czy to coś mówiło do ciebie? Zrobiło ci krzywdę?-tata nigdy nie zadawał tyle pytań.
-Jakie "coś"?
-W moim pokoju. Z brzydkimi zębami.
-Ta pani umazała ci szafki dżemem.
Już nie jedziemy. Wcale.
Ostatnim razem u cioci byłem na Boże Narodzenie. Dostałem żółty samochód i Kaczkę. Były zapakowane w ładny papier. Cały biały w zielone i niebieskie samochody.
Ciocia mieszka daaaaleko. Okropnie daaleko. Jechaliśmy tak dłuugo, że jedliśmy kolację i śniadanie w różnych, małych restauracjach o tej samej nazwie: "BAR". Gdy tata powiedział jej o tym zrobiła się zła i kazała nam siadać do stołu.
Ciocia jest w wieku taty. Tak mi kiedyś mówiła babcia.
-Cal chcesz z ziemniakami?- ciocia ma ładniejszy głos niż ta dziwna pani.
-Chce.-ciocia chyba pytała się mnie, ale tata odpowiedział.
-Nie ciebie się pytałam. Cal?-nie lubię ziemniaków. Ale to może być zapiekanka. Pieczone są dobre. Tata wie co lubię jeść.
-Chcę.
Tata patrzy na mnie z dumą. Patrzył tak na mnie kiedyś, gdy dałem dla jakiejś dziewczyny lizaka. Lizak był truskawkowy i dostałem go od clowna. Nie lubię truskawek. Są za kwaśne, albo za słodkie.
-Cal poczekaj. Zaraz wrócę.- tata wstał i poszedł do kuchni.
Ciocia ma obok jadalni pokój z zabawkami. Są chyba w kartonie. Dużym brązowym. Z napisami "Uwaga szkło" i "Ostrożnie" i z rysunkami owoców. Jest chyba w szafie.
Tak jest w szafie. A na samym wierzchu leży moja ulubiona zabawka. Stary samochód wujka.
Wezmę go jadalni. Zjem razem z nim. Tata chyba się nie obrazi.
-To twój syn. Nie bądź tchórzem. -ciocia coś krzyczy. Ciekawe do kogo. Samochód trochę skrzypi gdy się nim jeździ.
-Cal, muszę iść. Niedługo wrócę. Kocham cię.- tata płacze. On jeszcze nigdy nie płakał. Jest smutny. Albo zły
Kiedy ja płaczę tata mnie przytula, a pani Thompson daje mi cukierka. Takiego owocowego.
-Tato nie płacz. Pójdę z tobą.
-Ja zaraz wracam. Pójdę tylko do samochodu po rzeczy. Pójdę sam.- stół może być dla samochodzika torem.
-Dobrze.- tata wstaje i wychodzi z domu.
Stół jest trochę za krótki.
Samochodzik spadł.
_______________________________________________
Hej! Witam!
Oto mój nowy blog- Callawy *fanfary*
Jest to fanfiction. W dalszych częściach będą toczyć się dalsze losy naszego Cal'a.
Następny rozdział, taki już konkretny jest w trakcie pisania ma ~700 słów, czyli jakaś połowa. Pojawi się pewnie za tydzień. Zapraszam do zakładki SPAM (chyba nie muszę mówić, co macie robić). Miło powitam też was na moim pierwszym blogu - www.http://mynameis-victoria.blogspot.com
Buziaki
Pozdrowionka
Brzoza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz